Moja historia z wózkami elektrycznymi. Ponad 25 lat doświadczeń z modelami Meyra, Invacare i Vermeiren

Moja historia z wózkami elektrycznymi. Ponad 25 lat doświadczeń, awarii i wolności

Jeżdżę na wózku elektrycznym już ponad 25 lat. Przez ten czas przewinęło się przez moje życie naprawdę sporo modeli. Jedne były toporne i awaryjne, inne dawały ogromną niezależność i komfort, a kilka z nich wspominam do dziś z ogromnym sentymentem.

I pomyślałem sobie, że fajnie będzie wrócić wspomnieniami do tych wszystkich maszyn, które towarzyszyły mi przez dzieciństwo, młodość i dorosłe życie. Bo dla osoby poruszającej się na wózku taki sprzęt to nie jest zwykły środek transportu. To trochę drugi dom, trochę samochód i trochę nogi w jednym.

Pierwszy elektryk. Meyra, czyli pancernik z przypadku

Mój pierwszy wózek elektryczny był marki Meyra. I powiem wam szczerze, dziś patrząc na niego z perspektywy czasu, wyglądał jakby został poskładany z części znalezionych w piwnicy. Był ciężki, toporny i wizualnie raczej nie zachwycał.

Do tego lubił się psuć. Co chwilę coś trzeba było naprawiać albo poprawiać. Ale mimo wszystkich wad mam do niego ogromny sentyment. To właśnie dzięki niemu mogłem normalniej funkcjonować jako dziecko. Mogłem wyjechać z domu, pojechać z rodziną na spacer, być bardziej samodzielny.

I chyba dlatego człowiek pamięta ten pierwszy wózek trochę jak pierwszy samochód. Nieważne, jaki był. Ważne, że dawał wolność.

Invacare G40. Wyglądał jak Jeep, ale humor miał różny

Później przesiadłem się na Invacare G40. I tutaj już wizualnie było dużo lepiej. Ten wózek wyglądał trochę jak mały terenowy Jeep. Jak na tamte czasy robił naprawdę dobre wrażenie.

Bardzo podobał mi się jego styl, ale niestety technicznie bywało różnie. Pamiętam, że często coś się w nim psuło. A do tego nie należał do demonów prędkości. Dzisiaj 6 km/h brzmi bardziej jak spacer niż jazda.

Mimo wszystko wspominam go dobrze, bo wtedy człowiek bardziej patrzył na to, że może gdzieś pojechać samodzielnie, niż na to, ile kilometrów wyciąga.

Meyra Genius. Świetny sprzęt, choć wyglądał trochę kosmicznie

Po czasie wróciłem do marki Meyra i wtedy pojawił się model Genius. I tutaj naprawdę byłem bardzo pozytywnie zaskoczony.

To był jeden z najlepszych i najbardziej bezawaryjnych wózków, jakie miałem. Bardzo wygodny, świetnie się prowadził, miał pneumatyczne zawieszenie z przodu i dawał naprawdę wysoki komfort jazdy.

Jedyny minus? Wygląd. Nie wiem, kto go projektował, ale momentami wyglądał trochę jak pojazd z filmu science fiction. Taki kosmiczny statek na kołach. Kompletnie nie trafiał w mój gust wizualny, ale pod względem użytkowym naprawdę robił robotę.

Meyra Sprint GT. Mój absolutny ulubieniec

I później przyszedł on. Meyra Sprint GT.

Do dziś uważam, że był to jeden z najlepszych wózków, jakie miałem w życiu. To był pierwszy model, przy którym poczułem takie prawdziwe „wow”.

Pełna elektryka, fotel Recaro, elektrycznie rozkładane oparcie, podnóżki, bardzo dobra zwrotność i prędkość 13,5 km/h. Jak na tamte czasy był naprawdę wypasiony.

Ale wiecie co było najważniejsze? On po prostu wyglądał świetnie. Nowocześnie, dynamicznie i tak trochę sportowo. Człowiek czuł się w nim dobrze. I chyba każdy wózkowicz wie, jak ogromne znaczenie ma to, żeby sprzęt nie tylko był funkcjonalny, ale też żeby po prostu się podobał.

Niestety po latach użytkowania doszło do poważniejszej awarii i trzeba było się z nim pożegnać. Ale sentyment został do dziś.

Meyra Champ. Solidny i bezproblemowy

Kolejnym modelem był Meyra Champ. Może nie wywoływał aż takich emocji jak Sprint GT, ale był bardzo solidnym sprzętem.

Nie psuł się, dobrze jeździł, był zwrotny i wygodny. Taki wózek, który po prostu spełnia swoje zadanie bez robienia problemów. A z wiekiem człowiek zaczyna coraz bardziej doceniać właśnie taką bezawaryjność.

Forest 3. Wózek, na którym jeżdżę dziś

Obecnie korzystam z Vermeiren Forest 3 i szczerze mówiąc jestem z niego bardzo zadowolony.

Mam wersję praktycznie w pełnym wyposażeniu. Elektryczne funkcje siedziska, oparcia i podnóżków, wysoki komfort jazdy i prędkość 14 km/h. Naprawdę bardzo dobrze mi się nim porusza na co dzień.

Po tylu latach człowiek zaczyna zwracać uwagę na zupełnie inne rzeczy niż kiedyś. Liczy się wygoda, niezawodność, bezpieczeństwo i komfort codziennego funkcjonowania. I ten model daje mi dokładnie to, czego potrzebuję.

Wózek to coś więcej niż sprzęt

Dla osoby, która nie chodzi, wózek elektryczny to nie jest zwykły sprzęt medyczny. To sposób na niezależność. To dzięki niemu mogę wyjechać z domu, pojechać z rodziną na spacer, zrobić zakupy, pracować i podróżować. Krótko mówiąc, to moje nogi.

Dlatego wybór odpowiedniego wózka naprawdę ma ogromne znaczenie.

Jeśli ktoś z was szuka wózka elektrycznego albo innego sprzętu medycznego, to polecam zajrzeć do Skib-Med. Pomagają dobrać odpowiedni sprzęt i wspierają również w uzyskaniu dofinansowania.

Pamiętajcie, to są wyroby medyczne i należy używać ich zgodnie z instrukcją lub etykietą.

Autor: Konrad Okołotowicz

Administrator strony SKIB-MED, doświadczony użytkownik wózka elektrycznego, który dzieli się praktyczną wiedzą z perspektywy codziennego życia osoby z niepełnosprawnością.

Pozostałe artykuły

Dzielimy się dobrymi wiadomościami z naszych działań

Wózek elektryczny Meyra Optimus 2 dostarczony do pacjenta przez SKIB-MED

Realizacja wózka elektrycznego Meyra Optimus 2

Wózek elektryczny Meyra Optimus 2 został dostarczony do jednego z naszych podopiecznych i przyjaciół. To dla nas szczególna realizacja, ponieważ od początku zależało nam nie tylko na przekazaniu sprzętu, ale przede wszystkim na dopasowaniu go do realnych potrzeb...

czytaj więcej...
W czym możemy pomóc?